ż 2010 May | Końskim Okiem

Ochwat

Z blogiem jak widać działo się źle i dopiero niebawem zacznę naprawić to co było zepsutę czytaj posty wrócą na swoje miejsce, a tymczasem nowości niemiłe…

Łaciata wczoraj dostała ochwatu, nagle i niespodziewanie zaczęły jej grzać koronki, potem przestały więc i ja zaprzestałam paniki ale na forum zarzuciłam temat i zostałam ostrzeżona, poszłam skontrolować sytuacje a tak spokojny konik stoi… Tenże konik jednak wyszedł z boksu na sztywnych nogach a na tetnicach waliło jak głupie… Godz 23:30 tel do weta – chłodzić, jutro przyjedzie. Chłodziłam zatem, wodą, żelem i jak zamarzły woreczki to lodem. Opuchlizna zeszła, kopyta chłodne, tetnienie ustało a koń wyluzowany z ugiętą nóżką stoi, czyli czas sie zdrzemnąć (taaa a kto powiedział że tylko koń na głowie – dziecie tez zapragneło  w środku nocy opieki nagłej i dokarmienia… poszłam spać jak zaczeło sie robić jasno)… Rano wyglądało że ok tylko lekkie usztywnienie chodu zostało. Wet jednak jadąc do nas miał wypadek samochodowy i dotarł popołudniu już… Mała dostała zastrzyk, ale zastrzyk to sie łatwo mówi nie… Najpierw na widok weta (konie maja w głowach wykrywacz wetów wmontowany) spierniczała rączym kłusem bez żadnych usztywnień byle szybciej i dalej. Potem usiłowała weta zabić stając dęba i autentycznie atakując, w końcu zgodziłam sie na dutke mówiąc że to i tak nie pomoże (raz jej wet kiedyś dudkę założył to nastąpiło pogorszenie), po szarpaninie, atakach, zaplątaniu w uwiąz i tym podobnych historyjkach. Staneła i dała sobie normalnie zrobić zastrzyk dożylny. Dostałam zjebke od weta że konia nie umiem wychować, że dziki i że więcej do niej nie przyjedzie… I tu oto stanełam na granicy gdzie natural i imprinting w postaci mojego ukochanego konia z którym zawsze i wszędzie można zrobić wszystko nie zadziałał a zadziałało “łamanie”… Jakoś tak nie koniecznie to rozumiem, czy ona mnie oszukiwała z tym strachem i paniką, czy zadziałał jakiś odruch z ta dudką – nie wiem. Ja zawsze byłam pewna że ona to robi ze strachu – poza tym zastrzyk to jest jedyna sytuacja w której nie panuję nad swoim koniem… Wet potem rozładował sytuację i uspokoił mnie że juz będzie ok i że rozumie że ja z nią mogę wszystko ale i inni powinni móc – tylko jacy inni… nikt od niej nic nie chce nikt oprócz mnie nie wymaga niczego wielkiego… musze sie z tym przespać i to nie jedną noc, ale i tak natural rządzi bo w porównaniu z innymi wariatami mój jest najspokojniejszy :P

Teraz tylko tydzień diety i już ma być normalnie – oby…

A tak na marginesie – to nie natural nie zadziałał tylko ja nie potrafiłam zadziałać tauralnie a to jednak różnica…